agnès b. cinéMAT
Nigdy
nie lubiłam szminek, uważając je za zbyt mocne i zbyt wulgarne jak
na mój wiek. Nadal tak uważam i nie podobają mi się
osiemnastolatki z krwistoczerwonymi ustami chodzące jeszcze do
szkoły, ale na imprezę – czemu nie? To szminka od agnès b.,
cinéMAT, całkowicie zawróciła mi w głowie.
Kupiłam
ją przez francuską firmę Créateurs de Beauté, którą porównać
można do polskiego Avonu.
Jej
przepiękny, matowy kolor sprawił, że zachciałam jej spróbować.
Jest banalnie prosta 'w obsłudze' dla tych, którzy jeszcze nie
potrafią umalować ust tak, by nie wychodzić za linię (nie moja
wina, że mam tak małe usta, że się nie da nie wyjść!). To
zasługa jej formy, gdzie kolor nakładamy dzięki pędzelkowi, tak
jak zwykły błyszczyk. Uwielbiam
takie uproszczenia!
Nie
wysusza ust, ale też ich nie nawilża. Mi to nie przeszkadza, bo nie
mam z tym żadnych problemów, ale jeśli nawet to wtedy pod spód
nakładam cienką warstwę pomadki ochronnej i jakoś jest. Jedyna
wada to to, że dość często trzeba nakładać szminkę na nowo, bo
nie trzyma zbyt długo. Niestety.
Normalna
cena to około 18 euro, ale jak zwykle w takich firmach bywa,
wszystko kupić można ze zniżką o 50%, więc zapłaciłam za to
małe cudeńko 9,90 euro. Wiadomo, Chanel to nie jest, ale dla tych
mniej wymagających i rzadko używających pomadki w sam raz, zwłaszcza
na początek!

